Moja historia
Urodziłam się 5.11.1981 jako pierwsze i jedyne dziecko moich rodziców. Przy porodzie były kompikacje. Rodziłam sie przez trzy dni, ponieważ lekarz był pijany i w ogóle nie interesował się ani mamą ani mną. Urodziłam się w zamarwicy i dopiero po 5 minutach zaczęłam oddychać. Cudem przezyłam. Przez to mam Dziecięce Porażenie Mózgowe czyli niedotlenie mozgu i to na dodatek jedno z najcięższych odmian, chociaż tego po mnie tak nie widać. Po tygodniu od moich urodzin pielęgniarka za szybko mnie karmiła i o mało co udusiłabym się. Po paru miesiącach już sama jadłam, byłam prawie sprawna. Gdy miałam rok i 2 miesiace lekarka przepisała mi leki, po których dostałam paraliż. Leżałam plackiem i tylko patrzyłam w sufit, na nic nie reagowałam. Inny lekarz powiedział rodzicom, że mają poczekać, aż paraliż zaakuje nogi i będzie ze mną koniec. Jednak po bolesnych zastrzykach i po trudnych, bolesnych ćwiczeniach częściowo odzyskałam sprawność. Po tym dzieciństwo przebiegało spokojne.
Znów przyszły problemy, gdy przyszedł czas do szkoły. Mama 8 miesięcy chodziła do dyrektora, żeby mnie przyjęto do "0". W końcu mnie przyjął i w listopadzie 1987 roku rozpoczęłam tam naukę.Spędzałam tam 2 godziny: godzinę z grupą i godzinę miałam nauczania indywidualnego. Super wtedy było, ale najlepiej bawiłam się z chłopakami. 1-2 klasę podstawówki miałam w domu. Przychodziła do mnie emerytowana nauczycielka, która wiele rzeczy mnie nauczyła. W tym okresie spędziłam 1,5 miesiąca w Warszawie na rehabilitacji, po której zaczęłam chodzić. Niestety pod koniec 2 klasy moja nauczycielka poważne zachorowała. Wtedy zdecydowano, że 3 klasę zrobię z moją grupą. W ogóle nie miałam nauczania w domu tylko cały czas miałam lekcje w klasie z moimi koleżankami i kolegami. Jak któryś chłopak coś mi porwał, to umiałam mu to odebrać i uderzyć go. Z kolei 4-8 klasę robiłam w domu tylko na matematykę i religię jeździłam do szkoły. Zawsze miałam świadectwa z wyróżnieniem. W tym czassie przyszedł okres dojrzewania i choroba sięcofnęła. Przestałam sama chodzić i o malo co miałabym anemię - przez to znalazłam się w szpitalu.
Najbardziej wspominam okres LO. Byłam prawie cały czas w klasie tylko jak oni mieli W-F, muzykę, czy technikę, to miałam wtedy nauczanie indywidualne. Właściwie chciałam iść LE w Konstantynie, gdzie liceum było w pełni przystosowane dla osób niepełnosprawnych. Niestety, nie chcieli mnie przyjąć ze wględu na moją niepełnosprawność. Jak się okazało, to w klasie liczącej 16 osób były tylko 4 osoby niepełnosprawne. Teraz nie żałuję, że poszłam do liceum w moim mieście, ponieważ to były cudowne lata. Klasa szybko mnie zaakceptowała. Dziewczyny postanowiły, że co tydzień po 4 osoby będą mi pomagać. Razem uciekaliśmy na wagary... Nauczycielka od matematyki dawała mi 2 razy więcej materiałów, żeby jak najlepiej przygotować mnie na moje wymarzone studia, czyli informatykę. No i za 1 podejściem zdałam maturę. No i świadectwa z wyróżnieniem...
Na studiach nie było żadnego problemu. Nawet namawiali mnie na studia dziennie. Musiałam wybrać tryb zaoczny, bo obecnie mieszkam wsi, 80km od Poznania i nie było możliwe codziennie jeździć do Poznania. Zresztą obydwoje rodzice pracują. Do akademika nie mogłam pójść, ponieważ cały potrzebuję pomocy osoby drugiej. Na UAM bardzo życzliwe podchodzą do mnie. W czerwcu 2003 roku zdałam egzamin licencjacki. Po tym poszłam na studia uzupełniajšce. 15.maja 2005r. obroniłam projekt dyplomowy, który składał się z dokumentacji dotyczšcej programu komputerowego oraz gotowego, działajšcego programu komputerowego. 18.padziernika 2005r. obroniłam pracę magisterskš... W przyszłości chcę iść na studia doktoranckie.
Na czas obecny nie jem sama, potrzebuję pomocy przy ubieraniu się, myciu i niewyraźnie mowie. Chodzę przy pomocy drugiej osoby, która mnie trzyma za rękę. Mam bardziej porażona prawą stronę, więc wszystko robię lewą ręką.
\
Mam szczęście w nauce, lecz nie mam szczęścia w miłości... Na razie na tyle.....